niedziela, 3 marca 2013

Białe miasto i inne cuda - Alcobaca, Obidos, Sintra i Cabo da Roca

Batalha - Klasztor

BATALHA

Rano wyruszyliśmy wynajętym samochodem z Porto w stronę Lizbony. Pierwszy przystanek zrobiliśmy w Batalha. Główną i jedyną atrakcją znajdującą się w tejże miejscowości jest Klasztor Matki Boskiej Zwycięskiej. Budowę Klasztoru rozpoczęto pod koniec XIV w. i budowano go, budowano... budowano 150 lat! Końcowy efekt jest imponujący. Klasztor składa się z Kościoła, Kaplicy Fundatora, Kapitularza, Starego Refektarza, Niedokończonej Kaplicy oraz Krużganków. Analizując wszystkie argumenty za i przeciw postanowiliśmy nie płacić 8 euro za zwiedzanie wnętrza Klasztoru. Budowlę podziwialiśmy stojąc kilka metrów od niej.


ALCOBACA

Drugi przystanek zrobiliśmy w Alcobace. Alcobaca to miasto jak wiele innych w Portugalii, jest jednak jeden zabytek, który ściąga tu masę turystów. Najważniejszym obiektem jest imponujące opactwo Santa Maria de Alcobaça, zbudowane przez zakon Cystersów. Pogoda nam zdecydowanie dopisała. W słonecznych promieniach zabytek prezentował się doskonale. Dodam, że klasztor jest jednym z najstarszych zabytków gotyckich w Portugalii (XII w./XIII w.). Budowla wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W kompleksie klasztornym zostało zgromadzone wiele wspaniałych rzeźb i jeden z najwspanialszych księgozbiorów w całej Portugalii. Podobno w szczycie rozwoju w klasztorze przebywało 999 mnichów!

Alcobaca
AlcobacaAlcobaca - Klasztor

Wnętrze kościoła robi ogromne wrażenie. Patrząc na cudne sklepienia, wspaniałe rzeźby, delektowałam się niepowtarzalnym klimatem... i wciąż się czułam niedosyt obcowania z tą budowlą.

Alcobaca - KlasztorAlcobaca - Klasztor

W kompleksie klasztornym nie zabrakło też kuchni... całej wyłożonej białymi ceramicznymi płytkami, z niesamowitym kominem wysokim na 25 m oraz ze strumykiem przepływającym w specjalnie skonstruowanym korycie. Strumyk miał podobno nieprzerwanie dostarczać świeżych ryb dla klasztornej kuchni.


Jak w każdym portugalskim klasztorze, są tu także piękne piętrowe krużganki. W ogrodach rosną pomarańcze oraz cytryny, a to wszystko w pełnym słońcu przy temperaturze ok. 20 st. Lato w środku polskiej zimy :-)


Zdecydowanie polecam poświęcenie dłuższej chwili na zwiedzenie tego niesamowitego przybytku.

OBIDOS 

Z klasztoru ruszyliśmy do Obidos. Wcześniej zasięgnęliśmy informacji z przewodników, że w miasteczku na terenie zamkowym na przełomie lutego i marca odbywa się festiwal czekolady. Tak więc skorzystaliśmy z okazji i nabyliśmy bilety wstępu na tenże festiwal (7 euro). Czekolada oczywiście otaczała nas z każdej strony. Jej aromat nie opuszczał nas przez cały pobyt w festiwalowym miasteczku. Mimo czekoladowej atmosfery festiwal mnie nie zachwycił. Chyba wiązałam zbyt wielkie nadzieje z tym wydarzeniem. Niestety festiwal okazał się "jarmarkiem" na którym można było zakupić produkty z czekolady. Za co pobierali te 7 euro to nie wiem do dziś...


Obidos
Obidos
Obidos

Festiwal okazał się mało interesujący, ale miejscowość w której się odbywał przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Obidos - białe miasto. Mieliśmy dożo szczęścia, że trafiliśmy tu w słoneczny dzień. W promieniach słonecznych miasteczko prezentuje się naprawdę cudownie. Przemykaliśmy wąskimi uliczkami ocierając się o kwiaty wspinające się po ścianach domów, sklepików i kawiarni. Zachwycaliśmy się tym niesamowitym miasteczkiem, patrząc na nie z murów obronnych wzniesionych w XVI w. Miejscowość jest niewielka, klimatyczna, romantyczna. Żeby tu się dostać komunikacją miejską trzeba się naprawdę nagłówkować. My na szczęście nie mieliśmy takiego problemu :) 

Obidos
Obidos

CABO DA ROCA, CZYLI ZACHÓD SŁOŃCA DE LUX

Na Cabo da Roca najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego Europy, trafiliśmy w idealnym czasie czyli w momencie gdy słońce kładło się spać. Zdecydowanie polecam  przybyć na Cabo o zachodzie słońca. Słowo daję - widok jest niesamowity.

Zachód słońca na Cabo da Roca

CASCAIS

W brzuchach burczało nam strasznie, a do Lizbony był jeszcze kawałek drogi. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że obiadokolację zjemy w uchodzącym za luksusowe Cascais. A co? :-)

Miejscowość rzeczywiście okazała się wypucowana, dopracowana, a restauracji... od wyboru do koloru. Posiłek zjedliśmy w Marisqueira Camoes (Largo Luis de Camoes). Smacznie i całkiem niedrogo (jak na warunki zachodnie). Brzuchy były pełne więc zrobiliśmy obchód:) W Cascais znajduje dosyć spory port jachtowy i tam tez skierowaliśmy nasze kroki. Znajduje się tu też jedna z najstarszych lodziarni w Portugalii SANTINI - lody wyborne.

Z Cascais pojechaliśmy już prosto do Lizbony gdzie czekało na nas wygodne łóżko w Hostelu.......Niestety okazało się, że może być ciężko z gorącym prysznicem. No cóż w hostelu ciepła wodę miały tylko poranne ptaszki, a wieczorem szczęściarze. Bojlery nie były duże w związku z czym podgrzewały zdecydowanie za małą ilość wody.

SINTRA

Z rana dnia następnego  ruszyliśmy do Sintry. Sintra to niewielka, turystyczna miejscowość wśród gór i lasów, chociaż częściej tak samo nazywany jest cały region, pełen zamków i pałaców. Mimo, że miejscowość jest niewielka to ma naprawdę sporo atrakcji, których nie można przegapić zwiedzając Portugalię. Pierwszą z tych atrakcji jest z pewnością Pałac Pena - budynek o nieco kiczowatej (co nie znaczy nie ciekawej) formie. Pałac powstał w XIX w. Stanowi on kolorowy zlepek wieżyczek, balkonów, kopułek i innych form. Przedekorowany, przesłodzony, przebarwiony ściąga każdego miesiąca tłumy. I w sumie nie ma się co dziwić, bo choć kicz jest wszechobecny, pałac sprawia wrażenie budynku z innej epoki. Przenosi zwiedzających w inny wymiar. Zdecydowanie budynek został tak zaprojektowany, że mimo wszystkich mankamentów zwiedzając go niejednokrotnie powiedziałam "wow". Polecam, miejsce warte zobaczenia. Przy Pałacu znajduje się ogród. Zapewne piękny. Niestety w marcu nie dane nam było poczuć atmosfery tego miejsca, zapachu kwiatów, śpiewu ptaków... (cena 6 euro).

Sintra
SintraSintra
Sintra - Pałac Pena
Sintra - Pałac Pena

Następnym miejscem godnym uwagi w Sintrze jest Quinta de Regaleira. Jedno z bardziej tajemniczych miejsc jakie odwiedziłam. Fasada budynku jest przeładowana dekoracjami, a wieżyczek budynek posiada co nie miara. Na szczególna uwagę zasługuje park. Najbardziej emocjonujący był dla mnie moment zejścia do studni, nawiązującej swoja nazwa do obrzędów masońskich (Poco Iniciatico). Schodziliśmy w głąb studni (jakieś 27 m), by na dnie znaleźć się w plątaninie podziemnych korytarzy. Błądząc w tunelach mijaliśmy wodne kaskady i jezioro. Miejsce warte zobaczenia. Podobno Polański kręcił w Quinta "Dziwiąte wrota". (cena 6 euro)

Czasu nie mieliśmy dużo więc musieliśmy dokonać wyboru co będzie następnym punktem dnia. Padło na Klasztor Kapucynów. No i tu znowu samochód okazał się wybawicielem, ponieważ do klasztoru z centrum sintry jest spory kawałek, a z komunikacją... no cóż, w to miejsce chyba po prostu nie dojeżdża :-)

Sintra - Klasztor Kapucynów

Po Klasztorze Kapucynów zostały tylko ruiny. Czuć w tych ruinach jednak historią tego miejsca. Szesnastowieczne wychodki, kuchnia, pralnia, refektarz. Wszystko otoczone lasem. Warto zadać sobie trochę trudu i tu dotrzeć (cena 5 euro).

CABO DA ROCA I PRAIA DA URSA

Dzień po zachodzie słońca de lux wróciliśmy w okolice Cabo da Roca. Tym razem nie podziwiać zachód słońca, ale zachwycać się Plażą Niedźwiedzia (Praia da Ursa) - podobno najpiękniejszą plażą w Portugalii, a ja jestem w stanie w to uwierzyć. Piasek czysty, z oceanu sterczą skały, słońce świeci. Czego mogliśmy chcieć więcej? :-) Dla niektórych, może mieć tylko jedną wadę - aby się do niej dostać trzeba zejść stromą, górską ścieżką.

Praia da Ursa

Więcej zdjęć z opisanych miejsc możecie zobaczyć pod tym linkiem.

6 komentarzy

  1. Cabo da Roca to przylądek róży? a dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że nie mamy pojęcia dlaczego coś takiego napisaliśmy. Wydaje nam się, że w jakimś przewodniku była taka nazwa, albo jakaś autokorekta tekstu. Skasujemy to wtrącenie, żeby dłużej nie wprowadzać w błąd.

      Usuń
    2. Czy wiecie może jak się dostać z centrum Lizbony na niedzwiedzią plażę? Chciałbym się tam wybrać w połowie pazdziernika. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    3. Nie ma bezpośredniego połączenia z Lizbony.

      Jedyna opcja to pociąg z Lizbony do Sintry lub Cascais, a stamtąd autobus 403 do Cabo da Roca. Numer autobusu z Cascais i Sintry jest ten sam, bo jest to linia kursująca między tymi dwoma miasteczkami. Z Cabo da Roca masz już tylko ok. 20 minut piechotą do zejścia na plaże, tylko musisz uważać, żeby wybrać właściwą ścieżkę prowadzącą w dół po klifie. Większość jest "ślepymi dróżkami".

      My byliśmy zadowoleni, że mieliśmy wypożyczone auto, bo w okolicach Sintry jest dużo ciekawych miejsc do zobaczenia, a do większość z nich ciężko dotrzeć w inny sposób niż samochodem.

      Usuń
    4. Dziękuję bardzo za odpowiedz :) Mam nadzieję,że fale w pazdierniku ( 13/14.10) i temperatura wody nie będzie mordercza. Czy bywa tam dużo ludzi ? Może akurat napotkam na kogoś kto już zna tę trasę i pomoże wybrać najłatwiejszą drogę.
      Pozdrawiam serdecznie ! :)

      Usuń
    5. My odwiedziliśmy Portugalię na przełomie lutego i marca. Woda była zimna, nie zdecydowaliśmy się na kąpiel:) Po plaży kręciło się niewiele osób. Było dość kameralnie. Na 100% sobie poradzisz. Pozdrawiam i życzę udanej podróży. Portugalia jest piękna, a Portugalczycy przemili.

      Usuń