czwartek, 5 marca 2020

Petra - dzień I


Petra to punkt obowiązkowy dla każdego, kto odwiedza Jordanię. Jej wizytówka, skarb, a nawet jeden z 7 cudów świata. Także i my nie odmawiamy sobie odwiedzenia tego osławionego miejsca. Zdjęcia zachęcały. Bywa, że fotografie są nieco podkoloryzowane np. w photoshop-ie i na miejscu jest rozczarowanie. W tym wypadku nie zawiedliśmy się. Miejsce rzeczywiście robi wrażenia. Ale po kolei.

Naszą bazą noclegową jest miasto Wadi Musa. Niewielka osada nie ma w sobie nic, co by mogło zainteresować turystów. Jest brzydka. Jej jedyna zaleta to bliskość Petry. No i na Petrze miejscowi zarabiają. Ceny noclegów są dosyć wysokie. Restauracje także do tanich się nie zaliczają. Jak to się mówi - jest popyt, jest podaż. 

W pierwotnym planie mamy zaplanowane 2 noce w Wadi Musa, ale ze względu na przeziębienie Olafa i niezbyt zachęcające prognozy pogody musieliśmy plany zweryfikować. Rezygnujemy z noclegu na pustyni i w ten oto sposób, w Wadi Musa spędzamy 3 doby. 

Na Petrę planujemy 2 dni. Dużo i mało. W zależności kto jakie oczekiwania wiążę z tym miejscem. Dla nas ta opcja wydała się idealna. Ostatecznie wyszło 1,5 dnia, bo pierwszą połowę pierwszego dnia musieliśmy przeznaczyć na wizytę u lekarza z Olafem.

Bilet kupujemy, a w zasadzie odbieramy, po okazaniu Jordan Pass w kasach biletowych. Jak wyżej wspomniałam decydujemy się na 2 dniowy. Jest jednak mały problem, następnego dnia pogoda ma być fatalna. Udajemy się do punktu informacyjnego i prosimy o przebookowanie biletu na następny dzień. O dziwo się udaje.


Nie zastanawiając się długo, ruszmy zwiedzać. Zanim dojdziemy do osławionego skarbca, który jako pierwszy pokazuje wie w Googlach po wpisaniu hasła Petra, musimy pokonać ok. 3 km.

Zaczynamy spacer. Z nami dziesiątki turystów. Na dzień dobry zaczepiają nas panowie oferujący podwózkę do celu końmi, osiołkami lub rydwanami. Rezygnujemy.

Na dzień dobry "atakuje" nas stado kózek, co bardzo przypada do gustu Olafowi. Zaczyna się dobrze. Potem jest już tylko lepiej. Wchodzimy w As Siq, czyli wąski kanion. Wygląda to naprawdę niesamowicie.  Jesteśmy pod wrażeniem. Dobrze, że zrezygnowaliśmy z podwózki, ponieważ kanion kryje w sobie wiele niespodzianek. Na otaczających nas ścinach znajdujemy np. płaskorzeźby czy kanały, którymi do miasta płynęła woda.. Generalnie spacer tą wąską drogą, otoczoną olbrzymimi ścianami skalnymi we wszystkich odcieniach czerwieni i brązu, robi niesamowite wrażeni. A to dopiero przedsmak tego co nas czeka!


Wreszcie powoli zza skały wyłania się wizytówka Petry, czyli skarbiec (al-Khazneh). Wkraczamy do królestwa Nabatejczyków, olbrzymiego kompleksu wykutych w skale grobowców, pałaców, targowisk, świątyń i budynków mieszkalnych. Dawno, dawno temu (tj. ok. 2000 lat temu) miasto pełniło bardzo ważną rolę międzynarodowego węzła na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych. Petra ma długą i piękna historię, pełną wzlotów i upadków, której nie będę tu opisywać, a jej owocem jest bez wątpienia to co dziś możemy podziwiać.

Do wnętrza skarbca oczywiście wejść nie możemy. Tłumy turytów gromadzą się przed nim. Oprócz turystów spotykamy także kilku naciągaczy, który chcę pobrać opłatę na wejście na punkt widokowy... Oczywiście nie wkręcamy się w temat. O legalność haraczu pytamy lokalnych stróżów prawa, którzy nic z tym nie robią. Dają jednak dobra radę, aby zrezygnować z tej opcji wspinaczki i podejść na półkę skalną z drugiej strony. Jest bezpieczniej, zdecydowanie krócej i za darmo. Wojtek drapie się na górę, ja zostaję natomiast na dole z Olafem i skupiamy się wielbłądach oraz osiołkach.


Idziemy dalej. Chcemy maksymalnie wykorzystać resztkę dnia. Idziemy tzw. ulicą fasad. Coraz bardziej rozumiemy fenomen tego miejsca. Powolnym krokiem docieramy do miejsca, gdzie ścieżki rozchodzą się w rożne strony. Jedni idą w lewo, my decydujemy się na opcję w prawo. Najpierw jednak mijamy starożytny teatr, a w zasadzie jego pozostałości. Wokół przybywa handlarzy. Nie są oni męczący. Targowanie, targowaniem, ale Jordańczycy nie chcą sprzedać za wszelka cenę. I to mi się w nich podoba. Zakupy nie są męczarnią, a przyjemnością. Naprzeciw teatru znajduje się kilka knajpek. Kawa, herbata i mała przekąska czeka na turystów. Nota bene kawa jest całkiem, całkiem. Robimy sobie krótka przezwę i w górę.


Idziemy w stronę Grobowców Królewskich, czyli Grobowca Jedwabnego, Umy oraz Pałacowego. Z dołu wyglądały one naprawdę imponująco. Po ok. 20 minutach jesteśmy na miejscu. Turystów jest niewielu, wiec na spokojnie zaglądamy do wnętrza. Jednak nie one zachwycają nas najbardziej.  Najcudowniejszy okazuje się widok jaki roztacza się góry. Tak więc polecam podejść pod grobowce. Tym bardziej, że nie są one położone zbyt wysoko.


Czas biegnie nieubłaganie. Łyk wody i lecimy dalej. W sumie to powoli zaczynamy wracać. Turystów jest coraz mniej. Sklepikarze także powoli zbierając swój towar. Na dziś koniec. Jeszcze dziś tu wrócimy. Kupiliśmy bilety na nocne zwiedzanie Petry.

Gdzieś z tyłu głowy mamy myśl, że kilkukilometrową trasę między skarbcem a bramami biletowymi będziemy musieli pokonać jeszcze dwukrotnie, więc przez chwilę rozważamy skorzystanie z "karocy". Koniec końców decydujemy się pokonać wąwóz na własnych nogach. Olaf część drogi pokonuje w nosidle. Dziś miał ciężki dzień, a to jeszcze nie koniec.


PETRA NOCĄ


W Wadi Musa czasu mamy niewiele. Krótka regeneracja, obiad i wracamy do Petry. Jesteśmy nieco przed czasem. Otacza nas tłum turystów oraz sączących piwko, wesołych, Jack-ów Sparrow-ów. Jest noc, więc Allah nie widzi. W sumie w Petrze tego słynnego pirata spotykamy co rusz. I tu uwaga! Ostatnio usłyszałam, że to nie Sparrow był inspiracją dla młodych Jordańczyków, a na odwrót. To twórcy filmu zainspirowali się wyglądem beduinów przy kreowaniu Jack-a Sparrow-a. Trzeba przyznać, że beduinom ten strój nawet pasuje. Powoli zaczyna się tworzyć kolejka. My oczywiście jesteśmy jej częścią.

I nareszcie bramy zostają otwarte. I wszyscy, jak jeden startują. W sumie to nie do końca wiemy czego się spodziewać. Bilety kupiliśmy zachwyceni nocnymi zdjęciami Petry krążącymi w Internecie oraz relacjami na blogach. Olaf początkowe metry pokonuje sam. Jednak dość szybko się poddaje, więc musimy go nieść w nosidle. Musze przyznać, że nosidło okazało się w Petrze bardzo przydatne.


Od samego początku szlaku towarzyszą nam porozstawiane wzdłuż ścieżki lampiony. Wytyczają nam drogę do Skarbca. Od czasu do czasu mijamy geniuszy, którzy psują atmosferę, krocząc dumnie z włączonymi latarkami w telefonach. Po dotarciu do celu zajmujemy miejsca na specjalnie rozłożonych dywanach, zgodnie ze wskazówkami organizatorów wydarzenia. Jest ciemno. Jedynie lampiony dają nieco światła. Na szczęście każdy kto zapali latarkę dostaje po chwili "opierdziel" od organizatorów. Dostajemy herbatę z dużą ilością cukru i czekamy dłuższą chwilę, aż wszyscy zainteresowani dotrą na miejsce. W końcu zaczyna się klimatyczne show. Dyskretna gra na flecie, beduińskie śpiewy. Wszystko to współgra ze sobą idealnie. Założenie jest takie, że turysta ma cofnąć się w czasie. Mi się podobało, ale wydaje mi się, że nie każdy turysta taką formą przekazu będzie usatysfakcjonowany. Grubo ponad 1-godzinny koncert jest pewną formą kontemplacji. Wymaga pełnego wyciszenia się. Poza tym zdjęcia, które znalazłam w Internecie, nieco koloryzują całe przedsięwzięcie. W wersji "na żywo" nie ma aż tylu lampionów i nie jest aż tak jasno. Koncert w tej niezapomnianej scenerii kosztuje ok. 70 zł. Czy warto? Wg mnie tak przez duże "T", ale jak wcześniej wspominałam, wszystko zależny od waszych preferencji, oczekiwań. Petra nocą to przede wszystkim koncert w nietuzinkowym miejscu. Koncert, którego my niestety nie wysłuchaliśmy do końca. Nie chcieliśmy dłużej "męczyć" Olafa. Pod koniec drogi powrotnej zaczyna kropić. Tuż po zamknięciu drzwi w aucie zaczyna się ulewa. Mieliśmy szczęście, że nie zostaliśmy choćby minuty dłużej. Pada mocno. I jutro tez będzie padało.

PRAKTYCZNIE


Petra to tak rozległe zagadnienie, że precyzyjne informacje praktyczne zbierzemy w odrębnym poście (link). Tutaj poruszymy hasłowo wyłącznie najważniejsze sprawy, więc...

Jak dotrzeć do Wadi Musa / Petry?
  • Autobusem z Ammanu - Autobusy przewoźnika JETT odjeżdżają codziennie o 6:30 z dworca Amman Abdali zbierając po drodze pasażerów na dworcu przy 7. rondzie. W drogę powrotną, z Wadi Musa do Ammanu, ruszają o godzinie 17:00. Bilet w jedną stronę kosztuje 11 JD.
  • Autobusem z Akaby - Autobusy przewoźnika JETT odjeżdżają codziennie o 8:30. W drogę powrotną, z Wadi Musa do Akaby, ruszają o godzinie 16:00. Bilet w jedną stronę kosztuje 12 JD.
  • Minibusem, taksówką - podobno są realizowane połączenia minibusowe, zarówno z Ammanu, Akaby jak i Wadi Rum. Nie są to jednak informacje oficjalne, a jedynie dane z Wikipedii.
Ile czasu przeznaczyć na zwiedzanie Petry?
  • Naszym zdaniem powinny być to pełne 2 dni zwiedzania. Pozwoli to na poznanie głównych atrakcji jak i przejście kilku szlaków dodatkowych i/lub małej Petry (Little Petra).
Jak się przygotować na zwiedzanie Petry?
  • Większość szlaków biegnie w otwartym, suchym i przez większość dnia nasłonecznionym terenie. Należy więc pamiętać o kapeluszu / czapce / chuście i kremie przeciwsłonecznym. Warto też wziąć zapas wody i przekąsek, gdyż miejsc do uzupełnienia zapasów nie ma zbyt wiele. 
  • Jeśli jednym z uczestników wycieczki jest małe dziecko, to mocno polecamy zaopatrzenie się w solidne ergonomiczne nosidło lub chustę. Nie wyobrażamy sobie natomiast zwiedzania z wózkiem (chyba, że na dużych kołach i wyłącznie w obrębie głównego szlaku).
Bilety do Petry...
  • Zdecydowanie najkorzystniejszą opcją jest zakup Jordan Pass - wariant zależny od ilości dni przeznaczonych na Petrę. Koszt Jordan Pass to 75/80/85 JD, a sam jednodniowy bilet to Petry kosztuje 50 JD.
Potrzebujesz więcej informacji? Kliknij TU.

Brak komentarzy

NAPISZ COŚ